W Małopolsce Wschodniej wymyślono kolejny sposób by uczcić pamięć "wielkiego Rusina". Produkuje się gorzałkę o nazwie "Banderiwska Zapadenka" z czerwono - czarną etykietką nawiązującą do barw OUN - UPA. Wódka cieszy się dużą popularnością mimo wysokiej ceny (około 18 pln). Producentem horiły jest firma ze Stanisławowa. „Mieliśmy wątpliwości co do nazwy tej wódki.
Wiadomo, że Stepan Bandera był abstynentem, a w Ukraińskiej Powstańczej Armii
panowała prohibicja” - mówi szef gorzelni. Dobre :) Wnuk Bandery nie był przeciwny pomysłowi, a rejestracja marki w Kijowie odbyła się w 2008 roku kiedy rządził Juszczenko. Rusłan Tereszenko wielką uwagę przywiązuje do jakości
banderowskiej wódki. Dziennikarz gazety „Wysokij Zamok” dowiedział się w firmie
„Błysk”, że do jej produkcji wykorzystywana jest wyłącznie woda z ujęć w
ekologicznie czystym rejonie Karpat. Także miód, górski i leśny, kupowany jest
na specjalne zamówienie. "Nie możemy pozwolić sobie na błąd, który mógłby rzucić
cień na ruch banderowski." - mówią.
No cóż... będzie trzeba spróbować.
